Wydawać by się mogło, że pomiar powierzchni mieszkania nie powinien być kwestią problematyczną. A jednak – w tym wypadku również brak sprecyzowania w polskich przepisach – a co za tym idzie to, co powinno być jednoznaczne, wcale takie nie jest.
Istnieją dwie metody pomiaru i często różnica w wynikach pomiędzy nimi może sięgać kilku metrów kwadratowych.
Metoda pierwsza charakteryzuje się tym, że pomiaru dokonuje się w stanie surowym – tzn. bez tynków i okładzin, 1 metr nad podłogą. Od powierzchni mieszkania odejmuje się występy ścienne o wielkości powyżej 0,1 metra kwadratowego. Sprawa ze skośnym sufitem wygląda następująco: jeśli wysokość pomieszczenia wynosi powyżej 2,20 m powierzchnię liczy się jako 100%, od 1,40 do 2,20 m – jako 50%, a jeżeli poniżej 1,40 m – nie bierze się jej pod uwagę. Do metrażu nie dolicza się balkonów, tarasów i loggii.
Druga metoda polega na mierzeniu pomieszczeń na poziomie podłogi w stanie całkowicie wykończonym. Do metrażu dolicza się balkony, tarasy, loggie, a także pilastry i inne występy ścienne o powierzchni powyżej 0,1 metra kwadratowego.
Planując zakup mieszkania warto dowiedzieć się, którą z tych metod był dokonywany pomiar jego powierzchni. Taka informacja powinna być ujęta już w treści umowy przedwstępnej.
Cena za metr kwadratowy mieszkania zależna jest między innymi od tego, jaki jest jego metraż. Przeglądając oferty łatwo dostrzec, że małe mieszkanka – zwłaszcza kawalerki – są stosunkowo drogie. Więcej za mkw zapłacimy również w przypadku lokali o dużych powierzchniach – są to zazwyczaj apartamenty. Na przykład w Warszawie za 1 mkw mieszkania o wielkości powyżej 90 mkw trzeba zapłacić aż 10,5-11 tysięcy złotych! Natomiast 1 mkw mieszkań małych jest niewiele tańszy – kosztuje ok. 10,1 tys. zł. Dla porównania 1 mkw mieszkań o metrażu 40-70 mkw to koszt ok. 8,9 tys. zł.
Jakie są przyczyny takich różnic?
Jeśli chodzi o duże mieszkania – to logiczne, że ekskluzywne apartamenty, zwłaszcza te budowane w modnych dzielnicach położonych blisko centrum dużych miast, są drogie.
Natomiast kawalerki są produktem deficytowym i chętnych, aby je kupić jest więcej niż dostępnych lokali. Niestety mimo dużego popytu na najmniejsze mieszkania niewiele ich powstało w ostatnich latach. Jako, że chcących zainwestować w kawalerkę jest wielu, właściciele i deweloperzy mogą ustalać wysokie ceny, bo i tak prędzej czy później znajdzie się nabywca. Właściciele średnich mieszkań nie mają takiego komfortu – ofert jest dużo, jest w czym wybierać, więc klient zdecyduje się na najtańszą z pasujących mu opcji.
Może warto więc zmienić kierunek inwestycji, zacząć budować bloki z małymi mieszkaniami i w ten sposób wyjść naprzeciw potrzebom rynku? Miejmy nadzieję, że ktoś w końcu dostrzeże ten niewątpliwy problem i postara się go rozwiązać.